pablo: 2 października 2010, 16:21 ! . 6512

Czy warto być kontrarianinem...

Czas odkorkować szampana! WIG wyszedł na nowe rekordy trendu i w cenach zamknięcia znalazł się najwyżej od czerwca 2008 roku. To, że w ciągu całego tygodnia zyskał 190 punktów i większość czasu przebywał na minusach ma już mniejsze znaczenie…

Tak jak pisałem w zeszłym tygodniu, dziś chciałbym się skupić na sentymencie (wredna kalka z angielskiego – może ktoś ma jakieś inne pomysły) rynkowym.

Czasy, w których żyjemy to czasy informacji. Informacja jest łatwo dostępna w Internecie i wystarczy chwila, żeby dowiedzieć się, co myślą o przyszłości wielcy inwestorzy i najlepsi analitycy.

Wiemy, że Warren Buffet tryska optymizmem, Ben Bernanke obiecał monetyzację długu jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, Mark Mobius widzi w rynkach wschodzących niezliczone możliwości a Bob Prechter ciągle upiera się przy swojej wizji giełdowego Armagedonu. No i bądź tu człowieku mądry…

Dziś rozprawimy się z kilkoma popularnymi ostatnio mitami:

1. Warto być kontrarianinem i kupować akcje, ponieważ ceny będą się wspinały po „ścianie strachu”.

Zacznijmy od „ściany strachu”. Ja szczerze mówiąc nie widzę żadnego strachu. Ceny rosną nieustannie i zachowują się jak „Wańka Wstańka” – każdy minimalny nawet spadek wykorzystywany jest do zakupów (na coraz mniejszym wolumenie), więc nawet krótkoterminowa korekta nie chce się udać. Dodatkowo mamy wiadomości z Niemiec gdzie wskaźnik Ifo (nastroje w firmach) jest na poziomie najwyższym od 2007 roku a – „…Konsumenci oczekują, że w najbliższych miesiącach nadal będziemy świadkami ożywienia gospodarczego - twierdzą analitycy GfK…”. [gazeta.pl]

Na naszym rodzimym podwórku z kolei mamy: “…W krótkim terminie nie wykluczam wystąpienia korekty, szczególnie na WIG20. W perspektywie całego roku przyszłość naszego rynku akcji widzę różowo – napisał w tygodniowym komentarzu do rynku akcji Kazimierz Szpak, zastępca dyrektora Biura Zarządzania Aktywami KBC TFI….”. [pb.pl]

I jeszcze: „…Amerykańscy inwestorzy powinny wrzucić przynajmniej połowę posiadanej gotówki w rynki rozwijające się, gdyż gospodarka Stanów Zjednoczonych nie jest na tyle zdrowa by dawać atrakcyjne stopy zwrotu, sugeruje Marc Faber, guru giełdowych graczy, wydawca popularnego magazynu „The Gloom, Boom & Doom Report…”. [pb.pl]

I dalej: „…Dzięki nowym zasadom funkcjonowania Otwartych Funduszy Emerytalnych więcej pieniędzy z naszych składek będzie można inwestować na giełdzie. Nawet dwa razy więcej niż dotychczas…” [money.pl]

Na koniec mieliśmy debiut pierwszego funduszu ETF na GPW. Przygotowania trwały wiele lat a debiut wypadł „akurat” w momencie bardzo wykupionego rynku i ekstremalnie pozytywnego sentymentu. Cóż za zbieg okoliczności…

Podsumowując, typowa „ściana strachu” nie istnieje. To, co obecnie jest w ten sposób określane to trzeźwa ocena rzeczywistości, która nie ma szans się przebić, ponieważ jesteśmy w momencie skrajnego optymizmu i modne wręcz staje się wyśmiewanie opinii, które mówią o tym, że kryzys ciągle trwa a rzeczywistość wcale nie jest taka różowa.

Więc jak to wszystko się ma do bycia kontrarianinem? Nijak. To, co jest tak określane to raczej ogólnoświatowy pęd do zakupów czegokolwiek w poszukiwaniu jakiejkolwiek stopu zwrotu. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w tym samym czasie rosną indeksy giełdowe, surowce, metale szlachetne i futures na żywność i towary? Ba nawet papiery dłużne poruszają się w podobny sposób. Odpowiedź, która mi się nasuwa jest tylko jedna: Inwestorzy (lub spekulanci – jak kto woli) z całego świata grają VA BANQUE. Każdy z nich przekonuje samego siebie do wybranej opcji. Ci ostrożniejsi siedzą w papierach dłużnych i metalach szlachetnych. Ci odważniejsi grają w akcje, ropę naftową i miedź, a najbardziej agresywni w żywność i towary. Mówiąc kolokwialnie cały świat w czymś „siedzi”. Spekulacje znowu sięgają ekstremów.

2. Kupuj plotki, sprzedawaj fakty.

Sprawdźmy co znajdziemy w serwisach plotkarskich:

Jennifer Aniston w końcu ma stałego chłopaka. Super!

Ale można też znaleźć inne plotki…

KNF niepokoi nie tylko wysoka dynamika przyrostu złych kredytów, która rzeczywiście jest niemała. W portfelu konsumpcyjnym szkodowość z I kwartału na II kwartał wzrosła o 23 proc. Licząc rok do roku tzw. kredytów z utraconą wartością było już o 40 proc. więcej, a w dłuższej, 18-miesięcznej perspektywie - ich odsetek skoczył aż o 90 proc.

Niedobrze wygląda też portfel kredytów mieszkaniowych, gdzie gangrena postępuje jeszcze szybciej niż w gotówkach. KNF szczególnie niepokoi silny wzrost odpisów w II kwartale tego roku, kiedy banki na rezerwy przeznaczyły 0,5 mld zł, co w stosunku do I kwartału oznacza aż 70-procentowy przyrost. [pb.pl]

I medialne ostatnio biura podróży “…Rośnie liczba biur z długami. Choć to głównie agenci, nie touroperatorzy, klienci nie mogą spać spokojnie - pisaliśmy w "PB" we wtorek. W środę życie dopisało ciąg dalszy - upadł Orbis Travel…” [pb.pl]

No to może trochę o równie medialnym temacie zadłużenia:

“…Jednoosobowe firmy zgłoszone do rejestru ERIF BIG (około 60 tys. przedsiębiorców) były winne swoim kontrahentom średnio 34 tys. zł. Najbardziej zadłużonym województwem jest lubuskie. Tam średni dług wynosi aż 340 tys. zł. Wszystko za sprawą jednego przedsiębiorcy, którego pojedyncze zadłużenie sięgnęło 6 mln zł. W woj. opolskim firmy są winne średnio 46 tys. zł, w wielkopolskim - 43 tys. zł, w pomorskim - 29 tys., a w dolnośląskim - 24 tys. zł. Statystycznie najmniej zadłużeni są przedsiębiorcy z Mazowsza. Na jednego zgłoszonego do Rejestru Dłużników ERIF BIG przypada 864 zł…” [gazeta.pl]

“…Średnio 5,1%Polaków nie reguluje swoich zobowiązań terminowo. Ostatni kwartał przyniósł wzrost przeterminowanychzobowiązań o ponad 15% - podaje najnowszy raport InfoDługu. Ogólna kwota długuwynosi blisko 22 mld złotych. Jak wynika z raportu – przeszło 1,92 miliona osóbw Polsce zalega ze swoimi płatnościami. „Drobni dłużnicy”, czyli tacy, którzyzalegają poniżej 2000 złotych, stanowią 42%. Ta grupa, jako jedyna, odnotowałaspadek o ponad 2%...” [gp.pl]

I jeszcze kilka informacji o poważniejszym kalibrze:

“…Jeden z największych irlandzkich banków otrzymał już rządową pomoc i gwarancje finansowe na ogromną kwotę 29,3 mld euro. - poinformował tamtejszy bank centralny, dodając jednak, że Anglo Irish Bank może potrzebować jeszcze przynajmniej 5 mld euro dodatkowych środków do końca roku. Także w czwartek minister finansów Brian Lenihan przestraszył rynki, mówiąc, że tegoroczny deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 32 proc. PKB. W reakcji na te informacje euro zaczęło mocno tracić…” [wyborcza.biz]

“…Zmiany są konieczne, bo dziś zadłużenie europejskich państw przybiera katastrofalne rozmiary i ciągnie unijną gospodarkę w dół. We Francji tegoroczny deficyt budżetowy to aż 151 mld euro, zaś dług publiczny przekroczył 80 proc. PKB. W Grecji dług przekroczył 120 proc. PKB, ale Włochy nie są dużo dalej (115 proc.), podobnie jak Belgia (ponad 96 proc.). Nawet gospodarcza lokomotywa Europy - Niemcy - mają zadłużenie na poziomie ponad 73 proc. PKB. I to właśnie długi nagromadzone dzięki dekadom "państwa dobrobytu", gdy rządy starały się spełnić każdą socjalną zachciankę wyborców, są dziś głównym problemem Europy…” [wyborcza.biz]

Czy rzeczywiście warto być kontra? Tylko, przeciwko czemu będzie się występowało? Przeciwko zdrowemu rozsądkowi? Czas na stawanie przeciwko tłumowi i odbieranie papierów z drżących rąk był na początku 2009 roku, gdy indeksy kreśliły dołki a nie teraz, w momencie ślamazarnego wyznaczania nowych szczytów. A jeśli ktoś koniecznie chce być kontrarianiniem, to niech wymieni złotówki na dolary amerykańskie.

Moim zdaniem zakupy na rynkach akcji motywowane są dwoma czynnikami. Pierwszy to chciwość (tak jak zawsze), ponieważ ciągle żywe są wspomnienia 2-cyfrowych stóp zwrotu z lat 2003-2007 i obecnie wielu inwestorów wyznaje zasadę „kupię, bo okazja ucieka”. Drugim czynnikiem jest nadzieja. Nadzieja na to, że kryzys się skończył, że zadłużenie w jakiś magiczny sposób samo się spłaci, że przedsiębiorstwa będą się szybko rozwijały, płace rosły a bezrobocie spadało. A wiadomo, że nadzieja umiera ostatnia. Czas na zakupy nastanie jednak dopiero wtedy, gdy w mediach nie będzie ŻADNEGO komentatora, który w przyszłość będzie spoglądał z optymizmem.

A fakty... Tak się składa, że powyższe plotki nie są tylko plotkami. To niestety fakty, których akceptacja przychodzi wyjątkowo opornie.

Zaklinanie rzeczywistości niewiele da. Obecny kryzys dopiero nabiera rozpędu. Upadek Lehman Brothers to było tylko i wyłącznie preludium do tego, co wydarzy się w ciągu najbliższych lat. Spektakularne bankructwa korporacji, przedsiębiorstw i … krajów są tym, na co należy się przygotować. Nie ma na świecie takiej siły, która byłaby w stanie zatrzymać rozpędzającą się lawinę.

I dochodzimy tym samym do kolejnego mitu:

3. FED i inne banki centralne są w stanie zapewnić wystarczającą płynność („drukować” pieniądze) aby stymulować gospodarkę, zdławić deflację, doprowadzając do hiperinflacji, dzięki której z długów da się po prostu „wyrosnąć”.

Najpierw rozprawmy się z inflacją.

Czy ceny naprawdę rosną? Średnia cena 1m2 nieruchomości w Polsce spada. Podobno na obrzeżach Warszawy deweloperzy zeszli już pod poziom 5tys./m2. Czy Wasze nieruchomości zyskały czy straciły na wartości? Czy zdarza się, że czyjaś nieruchomość jest już mniej warta, niż wartość walutowego kredytu hipotecznego, którym jest obciążona? Czy producenci podnoszą ceny, czy też może obniżają je na wiele różnych sposobów?

Najbardziej spektakularnym przejawem obecnych tendencji jest plan rozdawania za darmo (!) puszek z piwem przez firmę Budwiser w USA. Plan ma na celu przywrócenie firmie silnej pozycji rynkowej. Skoro producent jednego z najtańszych (i najgorszych moim zdaniem) piw w USA musi uciekać się do takich kroków, to co mówi to o całym rynku!? Konsumenci uciekają w oszczędzanie. Wydają mniej, bo mniej zarabiają, bo ich nieruchomości tracą na wartości z dnia na dzień, bo ich po prostu na wiele rzeczy nie stać.

Warto w tym miejscu przybliżyć nieco pojęcie inflacji i deflacji. Rosnące ceny to nie inflacja. Rosnące ceny to następstwo inflacji (z ang. inflate – dmuchać, pompować), która jest procesem wzrostu ilości pieniądza w obiegu, poprzez wzrost zadłużenia. Wiadomo, że jeśli jakiegoś dobra jest dużo, to jego cena spada. W tym przypadku dobrem tym jest pieniądz, który traci na wartości.

Deflacja to proces odwrotny. Wszystko zaczyna się od nadmiernego zadłużenia. Po prostu rynek jest nasycony pieniądzem/kredytem. Zaczyna się powolny proces delewarowania, pozbywania się aktywów. Powodem może być chęć realizacji zysku, ale częściej jest to KONIECZNOŚĆ obsługi zadłużenia. Pieniądz jako dobro staje się coraz bardziej pożądany. A jeśli pieniądza jest mało, to jego wartość rośnie, przez co spada wartość (prawie) wszystkiego innego. Stajemy wtedy przed wyborem: co lepiej posiadać? Nieruchomość, która codziennie traci na wartości, czy pieniądz, za który mogą tą samą nieruchomość odkupić za jakiś czas po korzystniejszej cenie…?

Przykładem kraju, który boryka się z deflacją od wielu lat jest Japonia. Jaki ma ona wpływ na indeksy giełdowe doskonale widać na wykresie Nikkei - 20 lat trendu spadkowego.

Pozostaje jeszcze kwestia obalenia mitu zapewnienia „dostatecznej płynności” i pakietów stymulacyjnych.

Monstrualne pakiety stymulowania gospodarek światowych zaaplikowane w 2008/2009 roku zadziałały jak adrenalina na umierającego. Owszem widać poprawę, ale czas jej działania jest krótki. Spodziewanego ożywienia nie widać, a rachunki przyjdzie kiedyś uregulować. To kiedyś nadejdzie szybciej, niż się wszystkim wydaje, ponieważ kraje o niższych ratingach (PIGS) już zostały zmuszone przez rynek do podniesienia oprocentowania długu. Do tego koszt ubezpieczenia (CDS) od ich niewypłacalności ciągle rośnie. Rynek widzi już przyszłe zagrożenia i każe sobie płacić za tą świadomość. Pułapka zadłużenia dotyka nie tylko społeczeństwa, ale również całe kraje. Kwestią czasu jest rynkowy wyrok na kraje uznawane za bezpieczniejsze.

Drukowanie pieniędzy/monetyzację długu możemy również włożyć na półkę z innymi bajkami i mitami. Zapewnią to mechanizmy demokratyczne. Politycy we wszystkich krajach zainteresowani są przede wszystkim elekcją bądź reelekcją. Dobro społeczne jest zawsze na drugim (bądź dalszym) miejscu. Obywatele przestawili się już na oszczędzanie i spłacanie długów, więc nie pozwolą, aby ich przedstawiciele dalej zadłużali kraje, w których mieszkają, ponieważ zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, a także z faktu, że za zadłużanie przyjdzie im zapłacić wyższymi podatkami. Wzrost świadomości społecznej doskonale widać w Polsce. Zegar długu tyka w Warszawie, o długu śpiewają hiphopowi artyści, o długu mówi się w mediach a także w domach. Każdy polityk, który będzie próbował pójść do wyborów z hasłami stymulowania gospodarki poprzez dalsze zadłużanie zostanie zmieciony z politycznej sceny przez rozwścieczonych wyborców.

Jest jeszcze kwestia aplikowania płynności za pomocą banków komercyjnych. Pożyczają one pieniądze z banku centralnego, dodają swoją marżę i udostępniają kredyty osobom fizycznym i przedsiębiorstwom. Od ponad 2 lat stopy procentowe są na rekordowo niskim poziomie. I jakie są tego efekty? W USA pieniądza mierzonego przez M3 jest coraz mniej! Zamiast wzrostu ilości pieniądza w obiegu mamy jego spadek. W Polsce dynamika wzrostu M3 ciągle maleje. Mamy wzrost, ale jest on coraz wolniejszy. Zdarzały się nawet miesiące z ujemną zmianą.

Na kredyt nie ma chętnych. A tych, którzy byliby chętni po prostu na kredyt nie stać. Banki stoją przed dylematem. Z jednej strony mają portfele zapchane śmieciowymi kredytami (cytat powyżej), a z drugiej strony muszą zarabiać, stąd niesamowicie agresywne akcje marketingowe w ostatnich czasach. Na wagę złota są rzetelni i wiarygodni kredytobiorcy. A o takich ostatnio wyjątkowo ciężko.

W ramach podsumowania chcę powiedzieć, że pogłębienie dołków z lutego 2009 roku to tylko i wyłącznie kwestia czasu. Nie wiem, kiedy nadejdzie fala wyprzedaży na rynkach, ale wiele znaków wskazuje na (prawie) całkowite wyczerpanie potencjału wzrostowego na indeksach. Nieco słabsze giełdy już pogłębiają dołki z pierwszej połowy roku, więc taki scenariusz dla polskiego rynku jest nieunikniony. Chyba, że ktoś bardzo wierzy w to, że Polska będzie jedyną „zieloną wyspą”. Szanse na taki scenariusz są jednak minimalne.

Zapraszam do zapoznania się z moimi poprzednimi wpisami, a także do dyskusji i krytyki, ponieważ nic tak mobilizuje jak konstruktywna krytyka. Jeśli uważacie, że moje wpisy wnoszą coś do Waszej oceny rynku, proszę polećcie je znajomym.

© pablo

~Witmike • 2 października 2010, 17:44 !

Mógłbym się podpisać pod wszystkim, co tu napisane, z jednym wyjątkiem: przecenia Pan świadomość gospodarczą i finansową wyborców. Duża część ludzi nie jest w stanie przewidzieć finansowych skutków zaciągania przez siebie kredytów, a odpowiedzialnością za wszelkie trudności ze spłatą obarczają bank, a co tu dopiero mówić o odpowiedzialności za długi, zaciągane przez państwo! "Przecież ONI wiedzą, co robią, nie?". A orkiestra na Titanicu gra....

Pozdrawiam.

Brak awatara

~simanco • 2 października 2010, 18:53 !

a jednak...rynek jest nieprzewidywalny. Historia dowodzi, że prognozowanie zawsze zawodziło, to trochę jak przepowiadanie pogody. Wobec natury jesteśmy ...żałośnie mali. Ja nie zgadzam się z pesymistyczną wizją autora, to niemal jak wieszczenie armagedonu. Kiedyś nastąpi, kiedy? pewnie zaskoczy jak zwykle. Co z tego? skoro potem będzie jak zawsze odreagowanie. Świat sie kręci i kręcić nie przestanie :)

Zachowywanie się jakby jutro miał nastąpić koniec świata? Róbmy swoje, strachy na lachy.

Brak awatara

~DOCIEKLIWY • 2 października 2010, 19:53 !

Dobry wpis. Najtrudniej jest zobaczyć to, co oczywiste. Oczywiste jest, że długi muszą być spłacone. Oczywiste jest, że zadłużać dalej się nie można. Jest oczywiste, że spłata długu przez państwa, firmy, czy konsumentów ogranicza ilość gotówki w obiegu. Może mniej oczywiste, ale również logiczne jest to, że kreacja pieniędzy w centrach finansowych w zglobalizowanej gospodarce może zwiększyć ilość pieniądza w obiegu, ale nie na miejscu lecz w krajach, gdzie jest wzrost gospodarczy i nie ma długów. Właśnie tam kreuje to nową bańkę. Ta bańka pęknie jak wszystkie do tej pory. Kasa z EM popłynie do centrów i wtedy będziemy oczekiwali końca kryzysu.

Brak awatara

~Jednym okiem • 2 października 2010, 23:44 !

Witam wszystkich.

Pisz PABLO i nie przejmuj się że nie ma odzewu.... Możesz mi uwierzyć spekulanci Ciebie czytają :).

Prezentujesz bardzo ciekawy pogląd choć osobiście nie zgadzam się z jednym... mianowicie armagedonem w najbliższym czasie.... mamy jeszcze na to czas ... coraz mniej ale jeszcze trochę to potrwa ... wpierw nowe szczyty tzn. 4000 i wyżej, a potem.... zobaczymy :)

pozdrawiam :))

Brak awatara

~paczuła • 3 października 2010, 08:20 !

czytam wszystkie twoje wpisy pablo i widzę,ze wgryzasz się w temat z każdej strony i tak trzymać... myśle jednak,że wzrosty będą trwały

Tylko wzrosty..

Obserwujemy ostatnio dynamiczną przecenę dolara. USDPLN od rekordowego 3.52 w czerwcu spadł dziś do 2.87. Rosną akcje, rosną surowce, rośnie Euro, w dodatku każdy scenariusz zakłada wzrosty: rośnie pod lepsze wskaźniki wyprzedzające, a jak będą złe, to Fed dodrukuje kasę (QE2).

Fed straszy deflacją, tymczasem Amerykanie narzekają na drożejącą żywność, paliwo, czynsze, podatki. I tylko taką inflację Ben jest w stanie wywołać swoim podtrzymywaniem płynności, gdyż banki nie mają komu dać kredytu, zatem windują ceny surowców.

Myślę, że Amerykanie grają na przekucie bańki na nieruchomościach w Chinach co doprowadzi do kryzysu w tym kraju. Niech się Chiny pozbywają taniejącego dolara, niech coraz drożej kupują miedź czy stal, niech podwyższają pensje robotnikom, którym maleje siła nabywcza. Kiedy już nie będą posiadali rezerw, odetnie się ich od rynku zachodniego, wywinduje cenę dolara i spuści powietrze z surowców.

Tymczasem Chińczycy podtrzymują wzrost gospodarczy w sposób typowy dla komunistów - wyburzają nowe drapacze chmur, wiadukty, autostrady i na ich miejscu budują jeszcze nowsze :) ( http://www.zerohedge.com/article/china-proudly-demolishing-buildings-completed-pursuit-great-housing-bubble-perpetual-engine ) .

Pochodną bańki w Chinach jest bańka w Australii, która eksportuje surowce do Państwa Środka. Podczas gdy nieruchomości w Stanach tanieją od 4 lat, w Australii ceny osiągają coraz bardziej irracjonalne poziomy:

Australian dollar future od kwartału bije kolejne rekordy i zmierza do szczytu wszechczasów:

AUDUSD niczym akcje w kwietniu robi codziennie nowy szczyt. Typowa euforyczna piątka.

No i ten nieszczęsny USD Index:

Przyznaję, że zaskoczył mnie zasięg spadków. Impuls wzrostowy był 5-falowy, dlatego liczyłem na 3-falową korektę A-B-C, tyle że jej dołek widziałem gdzieś w okolicach 59pkt a lollar dalej spada. Czy znowu powstrzyma go dopiero sma200?

AUDUSD dał mi trochę w kość, na szczęście ustawiłem na FX najniższą możliwą wartość mikrolota (x1000), więc straty mogę sobie trzymać jeszcze długo. Granie przeciwko bańce jest bardzo złym pomysłem, choć 0.95 wydawało się szczytem. USDJPY za chwilę osiągnie poziom, z którego BOJ rozpoczął interwencję i tutaj liczę na zwrot sytuacji.

Na koniec 2 ciekawostki, które skłaniają mnie do scenariusza niedźwiedziego:

1. Wczoraj podano, że deficyt fiskalny Irlandii wyniesie w tym roku 32% na skutek ratowania banków. Mówi się, że po Grecji obligacje Irlandii skupuje już tylko ECB. Hiszpanii obniżono rating.

Dla mnie wygląda to jak wprawka do odwrócenia trendu na EURUSD. Na wykresie widać dynamiczną korektę A-B-C od dołka, pokonane zniesienie 50% całej fali spadkowej (pewnie dobiją do 61.8%).

z blogu www.podtworca.blogspot.com

Brak awatara

pablo • 3 października 2010, 08:30 !

@Witmike - polowanie na czarownice, a w zasadzie czarodziejów od inżynierii finansowej już się rozpoczęło. I jak tylko wyceny spadną, nabierze ono impetu. GS musiał już sie tłumaczyć, w Islandii chcę byłego premiera do więzienia wsadzić - będzie więcej

@simanco - oczywiście, że zaskoczy, ale warto być przygotowanym na możliwość zaskoczenia. A czy świat się zawali... w jakimś sensie tak. Chociaż fajnie byłoby jeśli obędzie się bez przelewu krwi. A odreagowanie też będzie, tylko w dołku lepiej mieć gotówkę niż akcje, prawda?

@Dociekliwy - mówisz o Indiach, Turcji itp? Oczywiście każda giełda porusza się swoim rytmem, ale wielu korelacji nie da się uniknąć. GPW jest mocno skorelowana z USA i UE, więc siedzimy w tym samym bagnie. Chociaż z drugiej strony każda korelacja kiedyś się kończy i zaskakuje uczestników rynku. Ciekawie wygląda np wykres indeksu złotówki PLN.I w porównaniu do S

pablo

karnak • 3 października 2010, 08:57 !

Bardzo ciekawa analiza. Być może kiedyś się sprawdzi tylko ja nie muszę się tym teraz przejmować, bo liczę, że gdy zacznie się realizować, to zdążę się przerzucić w instrumenty spadkowe jako, że gram kwotami nie tuzów giełdowych i nie naruszę płynności, a pokaze to AT.

Trend wzrostowy trwa w najlepsze (choć z dużymi konsolami po drodze) i tego się średnioterminowo, a nawet długoterminowo trzymam, bo technicznie końca nie widać.

Za dużo jest pesymistów, którzy widząc tą rzeczywistość jak opisana przez Ciebie wieszczą bliską zwałę, a to pójdzie być może wyżej niż się nie jednemu wydaje.

Pozdrawiam

Brak awatara

pablo • 3 października 2010, 11:36 !

mój komentarz z 8:30 jest trochę wybrakowany - czy mogę prosić admina o korektę

@karnak - ja obecnie bez pozycji. Na L moim zdaniem późno, chociaż jeszcze parę % w górę skoczy spokojnie. A pesymistów jak pisałem w analizie wcale nie jest dużo. Więcej jest optymistów. O Armagedonie już nie słychać. Pojawiają się nawet prognozy wzrostu do 3tys na W20. GPW powinna być podtrzymywana jeszcze przez KGHM i może Orlen.

A jeszcze jedna ciekawa obserwacja - wpadł mi w ręce "Socionomist" z zeszłego roku (to taka publikacja Prechtera) w której jest porównanie prohibicji do procesu legalizacji marihuany. Wychodzi na to, że ludzie więcej czasu na "moralność" i walkę ze "złem" mają w rynku byka. Natomiast rynek niedźwiedzia sprawia, że normy moralne się rozluźniają, ponieważ są rzeczy ważniejsze - np. znalezienie pracy, opłacenie rachunków. I możliwość opodatkowania procederu.

Stąd obecność takich tworów jak LPR w polityce w okolicach szczytu i obecna szeroko zakrojona walka z dopalaczami - w momencie kreślenia lokalnego szczytu optymizmu. Zobaczymy czy się sprawdzi... :)

pzdr

pablo

~prezes9 • 3 października 2010, 23:07 !

Witaj Pablo czy my to się przypadkiem nie znamy? :)

Brak awatara

pablo • 4 października 2010, 07:42 !

@prezes9 nie wiem :) a po czym się poznamy, że się znamy?

pablo

~prezes9 • 4 października 2010, 11:04 !

po jednej spółce na B....ale jeśli nie wiesz to chyba się pomyliłem :)

Pozdr.

Brak awatara

pablo • 4 października 2010, 11:07 !

@prezes9 to chyba pomyłka :) nigdy nie pracowałem w żadnej spółce na B. Ani żadnej innej :) Ale jeśli potrzebujesz v-ce prezesa przypadkiem to chętnie się podejmę. :)

pablo

~pawel-l • 4 października 2010, 19:29 !

B.dobry wpis.

Brak awatara

Dodawanie komentarzy dostępne jest tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się by móc skomentować ten wpis.

Profil

Analityk: pablo

  • + statystyki

  • + o sobie

Shoutbox: pablo

 

« Archiwum: Czerwiec 2020 »
PoWtŚrCzPtSoNd
01020304 050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930